wpadł z impetem między liście na kasztanie
otarł oczy smutnej wierzbie zapłakanej
i poleciał, gdzie niewinna brzoza mała
swój jesienny, złoty żabot przyodziała
zawirował w koralikach jarzębiny
rząd ciernistych berberysów szybko minął
na akacji barwnej sukni wśród falbanek
strącił listki babim latem przewiązane
i opadał wolno z jedną kroplą deszczu
w moich włosach cichuteńko zaszeleścił
skrzydełkami przetarł dywan malowany
co się ścielił dzikim winem pod stopami
udrapował kilka zmarszczek na kałuży
gdzie zaspany promień słońca oczy mrużył
wreszcie przysiadł razem z wiatrem - przebrał miarkę
mały nosek, co spadł z klonu wczesnym rankiem
Zosiak |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz