piątek, 22 kwietnia 2011

już nie napiszę



noc się otarła chłodnym policzkiem
i sen przerwany powoli ziębnie
zegar godziny szybciej odlicza
już nie napiszę wiersza dla ciebie

z rąk się wymyka ostatni promień
myśl ulatuje - ta najcieplejsza
smutek wygodnie przysiadł koło mnie
już nie napiszę wiersza

lęk ściera uśmiech, gasi pragnienia
marzenia wtapia w ciemną ulicę
śliwkową suknię na szarą zmienię
już nie napiszę

i czasem tylko księżyc zaglądnie
cicho zapłacze, skroń srebrem muśnie
blaskiem otuli, a twoje dłonie -
już nie

tak trudno zamknąć stronicę książki
gdy świecą gwiazdy pełne od wróżb
może dosięgnę…może nie zdążę
już


Zosiak

razem z wiatrem




wpadł z impetem między liście na kasztanie
otarł oczy smutnej wierzbie zapłakanej
i poleciał, gdzie niewinna brzoza mała
swój jesienny, złoty żabot przyodziała

zawirował w koralikach jarzębiny
rząd ciernistych berberysów szybko minął
na akacji barwnej sukni wśród falbanek
strącił listki babim latem przewiązane

i opadał wolno z jedną kroplą deszczu
w moich włosach cichuteńko zaszeleścił
skrzydełkami przetarł dywan malowany
co się ścielił dzikim winem pod stopami

udrapował kilka zmarszczek na kałuży
gdzie zaspany promień słońca oczy mrużył
wreszcie przysiadł razem z wiatrem - przebrał miarkę



mały nosek, co spadł z klonu wczesnym rankiem



Zosiak

a ja tulę sny



granat nieba wolno się kruszy
księżyc lśni we wrzosach fioletem
a ja tulę sny do poduszki
obleczonej twoim oddechem

chłodny wiatr na brzozach grymasi
i na ścianie rozkłada cienie
spacerują wiotkie obrazy
oprawione naszym westchnieniem

zaraz słońce wyjdzie z kołyski
narysuje złocistą kreskę
w twoich oczach błękit rozbłyśnie


tak mi dobrze, gdy przy mnie jesteś


Zosiak

to właśnie wtedy




gdy dniom zaspanym oczy otwiera
słońce, co błękit nieba rozpala
pną się jak powój śmiałe marzenia
a brzeg wypieszcza spieniona fala

gdy ptasie pióra tańczą na wietrze
deszcz w rude liście wylewa żale
kolędą pachnie mroźne powietrze
wiosna sukienkę ukwieca majem

gdy po ulicach księżyc wędruje
i smutek tonie w gwiezdnej powodzi
gdy twoje ciepło mnie obejmuje
to właśnie wtedy mój wiersz się rodzi


Zosiak

kasztany




już jesień unosi
zaspanym kasztanom
zielone kolczaste
powieki

lecz radość się płoszy
zostawiasz mnie samą
a miało być przecież
na wieki

wyzłoci się jesion
opadną żołędzie
i klon zaszeleści
tęsknotą

kalina rozwiesi
na mokrych gałęziach
czerwone liściaste
żaboty

przechowam ci wszystkie
kolory jesieni
i słodycz winogron
dojrzałych

na szyi ogniste
korale z jarzębin
a w oczach brązowe
kasztany


Zosiak

tylko słowa



dla niej tylko słowa wysyłane w biegu
co w duecie z wiatrem przerywają ciszę
i do snu zmarznięte marzenia kolebią
na nocnej pościeli białe wiersze piszą

dla niej tylko słowa nagie bez dotyku
szeptane w pośpiechu – "kocham cię i tęsknię"
na pierzastej chmurze nadzieja, co znika
i łzy zatopione w kwiatach na sukience

dla niej tylko słowa – "śpij dobrze, kochanie"
w zaciśniętej dłoni malowane serce
chłodne pocałunki, uśmiechy zaspane
kilka chwil skradzionych słońcu i nic więcej

dla niej tylko słowa, co pachną rozstaniem
i niebieskie oczy zapatrzone w okna
późne popołudnia i żal, co zostaje
z biletem powrotnym do stacji – tęsknota


Zosiak

tak mało



ranek deszczem do okien zagląda
moczy smutki ukryte w kieszeniach
i bogaci się wierzba płacząca
trencz zielony na złoto zamienia

ciężkie głowy schylają przy płocie
słoneczniki w pożółkłych kołnierzach
wiatr szaleniec zawodząc żałośnie
szybkim krokiem ulice przemierza

karminowe kaliny kołysze
rudym klonom rozwiewa czupryny
w jarzębinach zachłysnął się ciszą
sznur korali rozerwał niewinnych

przyszła jesień - a ciebie tak mało
już sztalugi rozkłada naprędce
barwny szelest mi po niej zostanie
i marzenia - w śliwkowej sukience


Zosiak